Wiosenna sesja ślubna w Tatrach oraz sesja w lesie Nowy Targ
W majowe popołudnie o 14:30 w Czerwonym Borze pod Nowym Targiem Sonia i Kamil weszli boso do pachnącego igliwiem i kwitnącymi malinami lasu – ona w lekkiej sukni z trenem zbierającym mech, on w lnianej koszuli – opierali się o omszałe pnie, szli wąskimi ścieżkami spleceni dłońmi, siadali na powalonych pniach z jej głową na jego ramieniu, a miękkie, przefiltrowane słońce kładło złote plamy na ich skórze wśród ciszy przerywanej tylko śpiewem drozdów. Gdy słońce zaczęło zniżać się, przenieśli się na Polanę Głodówkę – w 20–25 minut dojechali do punktu widokowego, gdzie Tatry otworzyły się na oścież z Giewontem, Czerwonymi Wierchami i Kasprowym w tle – Sonia rozłożyła ręce, jakby chciała objąć góry, Kamil przyciągnął ją do siebie, a oni stali jako drobne sylwetki na soczyście zielonej trawie z fiołkami i pierwiosnkami, w wietrze i złotym świetle zachodzącego słońca. Wiosenna sesja ślubna połączyła intymny, szumiący las Czerwonego Boru z otwartą, uzdrawiającą przestrzenią Głodówki – od bliskości wśród młodych pędów i mchu po panoramę Tatr, która sprawia, że miłość wydaje się jednocześnie maleńka i niezniszczalna – tworząc wspomnienie, w którym czuje się jednocześnie zapach mokrej ziemi i wiatr z Giewontu.
Najlepsze zdjęcia z całej sesji ślubnej
Poniżej zamieszczam moje ulubione kadry z całej sesji ślubnej – te, które najmocniej zapadły mi w pamięć i najlepiej oddają prawdziwą magię tego dnia.
Sesja w skrócie
- Lokalizacja sesji – Nowy Targ Bór na Czerwonym + Bukowina Głodówka
- Długość trasy do przejścia – 1-2 km
- Różnica wysokosći do pokonania – 30m
- Liczba zdjęć zrobionych – 2251 zdjęć
- Liczba zdjęć finalnych – 183 zdjęć
- Pora roku, miesiąc – wiosna, maj
- Godzina rozpoczęcia – 14:30
- Czas trwania sesji – 2:45 godziny
- Pogoda – 17°C, trochę chmur, słonecznie
- kolorystyka – Ciepłe wiosenne barwy
Dojazd do miejsca sesji
Z Zakopanego jedź drogą krajową DK47 (Zakopianką) w kierunku Nowego Targu – po około 20–25 km dotrzesz do centrum Nowego Targu, skręć w prawo w kierunku Białki Tatrzańskiej / lotniska (ul. Lotników), jedź prosto tą ulicą aż do końca, gdzie znajduje się bezpłatny parking przy wejściu do rezerwatu Bór na Czerwonem (całość zajmuje zazwyczaj 25–40 minut, ok. 25–28 km, w zależności od ruchu na Zakopiance). Z Nowego Targu jedź ulicą Jana Pawła II / Zakopiańską (DK49) w kierunku Zakopanego – po minięciu Gronik, Poronina i Bukowiny Tatrzańskiej kontynuuj prosto przez Brzegi aż do Polany Głodówki (duży bezpłatny parking po lewej stronie drogi.
Lokalizacja – współrzędne GPS
Bór na Czerwonem – Mapy Google – 49.46043202887151, 20.0399117870005
Polana Głodówka widok na Tatry – Mapy Google– 49.301545015481146, 20.117974695088414
Czerwony Bór pod Nowym Targiem, kiedy wiosna dopiero budzi las
Maj o 14:30 w Borze na Czerwonym pachnie mokrą ziemią, młodym igliwiem i tym słodkawym zapachem kwitnących malin leśnych. 17°C, słońce przefiltrowane przez młode liście, trochę chmur, które tylko dodają miękkości światłu – idealny dzień na to, żeby wejść głęboko między drzewa i zapomnieć, że istnieje świat poza nimi. Sonia i Kamil weszli do lasu tak, jakby znali każdy zakręt tej ścieżki na pamięć. Ona w lekkiej sukni z długim trenem, który zbierał sosnowe igły i mech, on w lnianej koszuli z podwiniętymi rękawami – oboje bez butów, boso po miękkim dywanie igieł i mchu. Wiosenna sesja ślubna w takim miejscu zaczyna się od ciszy. Nie tej wymuszonej, studyjnej – tylko prawdziwej, przerywanej tylko śpiewem drozda i szumem wiatru wysoko w koronach. Zatrzymywaliśmy się przy omszałych pniach, przy strumieniach, które ledwo szemrały, przy kępach konwalii, które właśnie zaczynały kwitnąć. Był moment, kiedy Sonia oparła się plecami o pień starej świerczyny, Kamil stanął naprzeciwko, ich twarze blisko siebie – i wtedy słońce rzuciło pojedynczy promień dokładnie między nimi.
Zdjęcia miłosne w Czerwonym Borze mają w sobie tę intymność, której nie da się sfingować – las ich przytula, a oni po prostu oddychają tym samym powietrzem. Były chwile, kiedy szli wąską ścieżką ramię w ramię – tren wlókł się po mchu, dłonie splecione, a promienie przebijały liście i kładły złote plamy na ich skórze. Były też te, kiedy usiedli na powalonym pniu – Sonia położyła głowę na ramieniu Kamila, on przeczesywał palcami jej włosy, a wokół tylko zieleń, która dopiero co się urodziła. Sesja w lesie w Borze na Czerwonym to nie jest sesja „na tle drzew”. To jest sesja, w której las staje się trzecią osobą w związku – cichą, dyskretną, ale bardzo obecną.
Polana Głodówka, kiedy Tatry otwierają się na oścież
Kiedy słońce zaczęło schodzić niżej, wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy w stronę Tatr – na Polanę Głodówkę. To jedno z tych punktów widokowych Tatry samochodem, do których dojeżdża się w 20–25 minut, a nagle otwiera się cały świat – Giewont, Czerwone Wierchy, Kasprowy, a przy dobrej widoczności nawet fragment Wysokich Tatr. Na Głodówce w maju trawa jest jeszcze krótka, ale już soczyście zielona, krokusy przekwitły, ale za to fiołki i pierwiosnki tworzą drobne fioletowe plamy. Sonia i Kamil wyszli z samochodu i po prostu stanęli na skraju polany – on objął ją od tyłu, ona oparła głowę o jego pierś, a w tle Tatry jak namalowane. Wiosenna sesja ślubna w Tatrach na Głodówce to zupełnie inny oddech niż w lesie. Tu jest przestrzeń, wiatr i to uczucie, że góry patrzą na Was z góry i mówią: „tak, to jest dobre”. Robiliśmy szerokie kadry – oni jako dwie drobne sylwetki na tle olbrzymich szczytów, z chmurami, które powoli różowiały. Robiliśmy zbliżenia – ich spojrzenia, kiedy słońce już prawie dotykało grzbietów, a światło robiło złote obwódki wokół rzęs. Był moment, kiedy Sonia rozłożyła ręce, jakby chciała objąć całe Tatry – Kamil złapał ją w talii i przyciągnął do siebie, a w tle Giewont stał nieruchomo jak strażnik.
Widoki gór z Głodówki w majowe popołudnie mają w sobie coś uzdrawiającego – są tak wielkie, że wasza miłość nagle wydaje się jednocześnie maleńka i niezniszczalna. Sesja wiosenna w dwóch tak różnych miejscach – intymny las Czerwonego Boru i otwarta polana z panoramą Tatr – to jeden z tych sesja wiosenna pomysłów, który zostaje w pamięci na lata. Nie musicie wybierać między lasem a górami. Możecie mieć oba w jeden dzień. Jeśli czujecie, że chcecie wiosenną sesję ślubną – taką, która zaczyna się wśród młodych pędów i kończy z Tatrami na horyzoncie – napiszcie. Zrobimy to tak, żebyście wracali do tych zdjęć i czuli zapach mokrego mchu i wiatru z Giewontu jednocześnie. Czekam na Was – w lesie albo na polanie

























































