019 Sesja w gorach Plener slubny latem Ochodzita Koniakow

Sesja w górach – Plener ślubny latem
– Ochodzita Koniaków


W sierpniowy wieczór o 18:30 na Ochodzitej Agata i Piotr w strojach ślubnych spacerowali powoli po grzbiecie wśród wysokich traw, wrzosów i złotego światła zachodzącego słońca – ona szła przodem z falującym trenem, on patrzył z tyłu, siadali w trawie z jej głową na jego kolanach, a szerokie kadry ukazywały ich drobne sylwetki na tle Babiej Góry, Pilska i Beskidu Żywieckiego, gdzie sesja stała się po prostu byciem razem na wysokości. Gdy około 20:30 słońce zaszło, niebo przeszło w granat i fiolet z pomarańczowym paskiem na horyzoncie – zawieszono na świerku naftową lampę z ciepłym płomieniem i postawiono duży księżyc LED dający srebrzysty blask, tworząc magiczny kontrast ciepła i chłodu na ich twarzach, trawie i splecionych dłoniach. Sesja ślubna w górach na Ochodzitej zamieniła popołudniowe złoto w nocną bajkę z lampą i sztucznym księżycem – sylwetki na gasnącym niebie, odbicia płomienia w oczach, cienie rzucane daleko w trawę i cisza przerywana tylko oddechami sprawiły, że ten plener na ponad 900 m n.p.m. z widokiem na Babią Górę stał się wspomnieniem, które zostaje na zawsze.

Najlepsze zdjęcia z całej sesji ślubnej

Poniżej zamieszczam moje ulubione kadry z całej sesji ślubnej – te, które najmocniej zapadły mi w pamięć i najlepiej oddają prawdziwą magię tego dnia.

Sesja w skrócie

  • Lokalizacja sesji – Ochodzita, Koniaków
  • Długość trasy do przejścia – 1-2 km
  • Różnica wysokosći do pokonania – 100 m
  • Liczba zdjęć zrobionych – 2320 zdjęć
  • Liczba zdjęć finalnych – 187 zdjęć
  • Pora roku, miesiąc – lato, sierpień
  • Godzina rozpoczęcia – 18:30
  • Czas trwania sesji – 3:00 godziny
  • Pogoda – 24°C, bezchmurnie, słonecznie
  • Kolorystyka – Jesienne brązy
  • Dodatki / rekwizyty – Lampa na drzewie, księżyc LED

Dojazd do miejsca sesji

Z Wisły jedź drogą wojewódzką 941 (kierunek Istebna – Koniaków), miniesz Przełęcz Kubalonkę i po około 30–45 minutach serpentyn dotrzesz do Koniakowa, gdzie na Ochodzitą skręcasz w prawo w drogę wojewódzką 943 – zaraz po prawej stronie zobaczysz duży parking przy Karczmie Ochodzita. Z Bielska-Białej jedź drogą ekspresową S69 (kierunek Zwardoń/Słowacja) do Lalik, gdzie na rondzie skręcasz w prawo w drogę wojewódzką 943 w stronę Koniakowa – po kilkunastu kilometrach krętej, ale bardzo widokowej trasy miniesz kilka karczm i dojedziesz do Karczmy Ochodzita, gdzie po prawej stronie jest duży parking.

Lokalizacja – współrzędne GPS

Karczma OchodzitaMapy Google – 49.547195702091905, 18.961636161255335 
Kapliczka na OchodzitejMapy Google – 49.54465538600977, 18.95432366096801

Popołudnie, kiedy słońce jeszcze należało do nich

Sierpień na Ochodzitej potrafi być łaskawy w sposób, którego nie da się zaplanować. Godzina 18:30, 24 stopnie, niebo idealnie czyste, a słońce już tak nisko, że rzuca długie cienie i maluje trawę na złoto-brązowo. Te jesienne brązy, które w środku lata wydają się nie na miejscu, tutaj pasują idealnie – suche, wysokie trawy, rumiane wrzosy, matowe zielenie świerków i ta charakterystyczna, ciepła patyna na wszystkim, co dotknie promień. Agata i Piotr wyszli na łąkę w strojach ślubnych, ale bez pośpiechu i bez tej typowej „pary na sesji”. Ona w sukni z lekkim trenem, który falował na wietrze jak flaga, on w lnianej koszuli z podwiniętymi rękawami – oboje wyglądali, jakby po prostu postanowili pójść na górę w dniu, w którym wzięli ślub.

Sesja w górach zaczęła się od powolnego spaceru wzdłuż grzbietu. Zatrzymywaliśmy się tam, gdzie trawa była najwyższa, gdzie ścieżka skręcała lekko w dół, gdzie nagle otwierał się widok na Babią Górę – raz ostrą, raz rozmywą w złotym świetle. Były momenty, kiedy Agata szła przodem, a Piotr stał kilka kroków za nią i po prostu patrzył – nie pozował, nie wołał, tylko patrzył tak, jakby chciał zapamiętać każdy krok. Były chwile, kiedy usiedli w trawie – ona oparła głowę na jego kolanach, on przeczesywał palcami jej włosy, a w tle majaczył grzbiet Pilska i Beskid Żywiecki. Słońce schodziło coraz niżej, cienie się wydłużały, kolory robiły się gęstsze. Robiliśmy szerokie kadry – oni jako dwie drobne sylwetki na tle nieba i gór. Robiliśmy zbliżenia – dłonie splecione w trawie, źdźbło wpięte w warkocz Agaty, kropla potu na skroni Piotra, która błyszczała jak diament. To był ten moment, kiedy plener ślubny przestaje być „sesją”, a staje się po prostu byciem razem na wysokości, na której oddycha się głębiej.

Wieczór, kiedy góry zapaliły własne światło

Około 20:30 słońce zaszło, ale nie zostawiło nas w ciemności. Niebo zrobiło się granatowe, potem fioletowe, a na horyzoncie wciąż tlił się wąski pasek pomarańczu. Wtedy na jednym ze świerków zawisła lampa – zwykła, naftowa, z ciepłym, drżącym płomieniem. Obok postawiliśmy księżyc LED – duży, okrągły dysk, który dawał delikatne, srebrzyste światło, jakby ktoś naprawdę przyczepił do nieba drugi księżyc. Sesja w górach przeszła w coś zupełnie innego. Agata i Piotr stali w kręgu tego podwójnego światła – lampa rzucała pomarańczowe plamy na trawę i ich twarze, księżyc LED malował wszystko zimnym, magicznym blaskiem. Były ujęcia, w których ona patrzyła w górę na lampę, a on patrzył na nią – i między nimi tylko ten kontrast ciepła i chłodu. Były momenty, kiedy usiedli na kocu w trawie – lampa wisiała nad nimi jak lampion, księżyc świecił z boku, a w tle majaczył czarny kontur Babiej Góry.

Wiatr przycichł, zrobiło się tak cicho, że słychać było tylko ich oddechy i odległe dzwonki owiec gdzieś w dole. Klimatyczne zdjęcia rodziły się same: sylwetki na tle gasnącego nieba, zbliżenia oczu, w których odbija się płomień i sztuczny księżyc, dłonie splecione na tle traw, które wyglądają jak srebro w tym świetle, moment, kiedy Agata położyła głowę na ramieniu Piotra, a lampa rzuciła ich cień daleko w trawę. Plener ślubny latem w Beskidzie, na wysokości ponad 900 m n.p.m., z widokiem na Babią Górę i z tym małym, ludzkim światłem w środku nocy – to jeden z tych pomysłów na sesje w plenerze, który zostaje w pamięci na zawsze. Jeśli czujecie, że sesja w górach z prawdziwym zachodem słońca, z prawdziwą ciemnością i z odrobiną magii, którą da się zrobić samemu – to właśnie Ochodzita. Tu nie trzeba wielkich produkcji. Wystarczy para, która chce być razem, lampa na drzewie i góry, które same wiedzą, jak wygląda miłość. Napiszcie, jeśli chcecie taki klimat – latem, jesienią, wiosną, zimą. Sesja ślubna Śląsk i Beskidy czekają. Czekam na Was na grzbiecie, kiedy słońce zacznie schodzić 

separator

Zobacz inne historie par z bloga ślubnego:

Przewijanie do góry