021 Sesja slubna w gorach jesienia Szczyt Rownicy w Ustroniu

Sesja ślubna w górach jesienią
– Szczyt Równicy w Ustroniu

W październikowe popołudnie o 15:30 na Równicy w Ustroniu przy 27°C Joanna i Mateusz weszli na szczyt w welonie fruwającym na wietrze i lnianej koszuli – szli powoli 2–3 km grzbietem wśród wysokich, złotawych traw i pierwszych jesiennych barw, kręcili się w tańcu na polanach, opierali o siebie przy samotnej brzozie, a złote światło zachodzącego słońca malowało ich twarze i bukiet w trawie w najcieplejszych kadrach pełnych śmiechu i lekkości. Gdy słońce zaszło około 18:00, przenieśli się 10 km dalej do Cisownicy – o 19:30 w gęstym, ciemnym lesie zawisła mała naftowa lampa z pomarańczowym płomieniem, a oni stanęli w jej kręgu, tworząc intymne nocne zdjęcia: odbicia ognia w oczach Joanny, długie cienie na mchu, welon świecący delikatnie i sylwetki patrzące w gwiazdy wśród zapachu żywicy i ciszy. Sesja ślubna jesienią w Beskidach Śląskich połączyła złote, ciepłe popołudnie na Równicy z głęboką, romantyczną nocą w lesie Cisownicy – od welonu tańczącego na wietrze i słońca na policzkach, po jedną lampę w ciemności, która pokazała, że ich miłość trwa dalej, gdy dzień blednie i góry pokazują drugą, tajemniczą twarz.

Najlepsze zdjęcia z całej sesji ślubnej

Poniżej zamieszczam moje ulubione kadry z całej sesji ślubnej – te, które najmocniej zapadły mi w pamięć i najlepiej oddają prawdziwą magię tego dnia.

Sesja w skrócie

  • Lokalizacja sesji – Równica, Ustroń
  • Długość trasy do przejścia – 2-3 km
  • Różnica wysokosći do pokonania – 120 m
  • Liczba zdjęć zrobionych – 2932 zdjęć
  • Liczba zdjęć finalnych – 231 zdjęć
  • Pora roku, miesiąc – jesień, październik
  • Godzina rozpoczęcia – 15:30
  • Czas trwania sesji – 3:50 godziny
  • Pogoda – 27°C, bezchmurnie, słonecznie
  • Kolorystyka – Ciepłe letnie barwy
  • Dodatki / rekwizyty – Welon, wianek, bukiet, lampa

Dojazd do miejsca sesji

Z Ustronia (najlepiej z rejonu Ustroń Jaszowiec lub Ustroń Polana) jedź asfaltową drogą dojazdową w górę w kierunku Równicy / Gościńca na Równicy / Dworu Skibówki – skręć zgodnie z drogowskazami w stronę toru saneczkowego i parkingu pod dawnym schroniskiem (droga jest stroma, miejscami brukowana kocimi łbami, ale przejezdna dla zwykłych aut). Cała trasa samochodem zajmuje zazwyczaj 10–20 minut (ok. 5–6 km pod górę), a na górze czeka duży, bezpłatny parking tuż przy polanie z restauracjami, torem saneczkowym i punktem widokowym – stamtąd na sam szczyt Równicy (kilka minut) idziesz pieszo żółtym szlakiem.

Lokalizacja – współrzędne GPS

Parking na RównicyMapy Google – 49.71996780389197, 18.852883036515017
Miejsce doceloweMapy Google – 49.71959834827279, 18.866054863004372
Szczyt RównicyMapy Google – 49.72474347963401, 18.85650781063084

Równica, kiedy jesień jeszcze udaje lato

Październik w Ustroniu potrafił oszukać kalendarz – 27 stopni, zero chmur, słońce tak mocne, jakby ktoś zapomniał je wyłączyć na zimę. O 15:30 na Równicy trawy były już wysokie i suche, ale wciąż złociste, a ciepłe letnie barwy mieszały się z pierwszymi rdzawo-pomarańczowymi akcentami. Wyglądało to tak, jakby jesień przyszła tylko po to, żeby pogłaskać świat po twarzy, a nie go ochłodzić. Joanna w welonie, który fruwał jak biały ptak na wietrze, wianek z traw i wrzosów na włosach, bukiet w dłoni – wyglądała, jakby sama była częścią tej góry. Mateusz obok, w lnianej koszuli z podwiniętymi rękawami, bez krawata, z rękami w kieszeniach – szedł tak, jakby ten szlak należał do nich od zawsze.

Sesja ślubna w górach zaczęła się od powolnego podejścia – 2–3 km, 120 m w górę, ale bez pośpiechu. Zatrzymywaliśmy się co chwilę: na polanie, gdzie trawa sięgała do pasa, przy samotnej brzozie z liśćmi jak złote monety, na skraju lasu, gdzie słońce przebijało się przez świerki i kładło paski światła na ich twarzach. Były momenty, kiedy Joanna szła przodem, a welon ciągnął się za nią po trawie – Mateusz doganiał ją, łapał za rękę i kręcił w miejscu, aż sukienka zawirowała. Były chwile ciszy – stali oparci o siebie, patrząc na Beskidy, a w tle słychać było tylko wiatr i odległe dzwonki krów. Był ten jeden kadr, kiedy usiedli w trawie, Joanna położyła głowę na jego kolanach, a bukiet leżał obok – słońce właśnie robiło ostatnią złotą smugę na ich policzkach. To było popołudnie pełne ciepła, śmiechu i tej lekkości, którą daje dzień, kiedy wszystko wydaje się możliwe.

Cisownica po zmroku, kiedy góry pokazują drugą twarz

Słońce zaszło około 18:00, ale my nie skończyliśmy. Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy 10 km dalej – do Cisownicy, tam gdzie lasy gęstnieją, a droga skręca w ciemność. O 19:30 było już prawie zupełnie ciemno, tylko resztki granatu na niebie i gwiazdy, które zaczynały się pojawiać jeden po drugim. Na gałęzi starego świerka zawisła lampa – ta sama mała, naftowa, z drżącym, pomarańczowym płomieniem. Joanna wciąż miała welon i wianek, Mateusz zdjął marynarkę – stali w kręgu tego jednego światła, a reszta świata zniknęła. Sesja ślubna jesienią weszła w zupełnie inny rozdział. Zdjęcia nocne wśród drzew – lampa rzucała ciepłe plamy na ich twarze, a w tle tylko głęboka czerń lasu i drobne iskry gwiazd przebijające się przez korony. Były ujęcia, w których Joanna trzymała lampę w dłoni – płomień odbijał się w jej oczach jak druga dusza. Były momenty, kiedy Mateusz objął ją od tyłu, a ich cienie padały długie na mech i igły. Był ten kadr, kiedy stanęli plecami do aparatu – welon świecił delikatnie w świetle lampy, a oni patrzyli w ciemność, jakby tam było ich jutro. Cisownica nocą pachnie mokrą ziemią, żywicą i ciszą. Nie ma tu świateł miasta, nie ma szumu samochodów – jest tylko las, oni i to małe, ludzkie światło, które próbuje powiedzieć „jesteśmy tu razem”.

Romantyczne zdjęcia w takim miejscu nie potrzebują słów. Potrzebują tylko pary, która nie boi się ciemności, i lampy, która wystarczy, żeby pokazać, co naprawdę ważne. Miejsca na sesję ślubną w Beskidach Śląskich mają tę cechę – możesz zacząć dzień w złotej trawie na szczycie, a skończyć w głębokim lesie z jedną lampą i poczuciem, że świat należy tylko do Was. Równica i Cisownica w jeden październikowy dzień – to nie jest zwykła sesja w górach. To jest opowieść o tym, że miłość nie kończy się wraz z zachodem słońca. Jeśli chcecie sesję ślubną w górach jesienią – taką, która zaczyna się w pełni dnia, a kończy w pełni nocy, z welonem we wietrze i lampą w lesie – napiszcie. Zrobimy to tak, żebyście wracali do tych zdjęć i czuli ten sam zapach żywicy i ciepła. Czekam na Was, kiedy dzień zacznie blednąć

separator

Zobacz inne historie par z bloga ślubnego:

Przewijanie do góry