Jesienna sesja zdjęciowa w górach
– Równica Ustroń
We wrześniowe popołudnie na Równicy przy 19°C Janeta i Viktor przyszli na jesienną sesję poślubną z Ralfem – ona w tańczącym welonie i bukietem z wrzosów oraz liści klonu, on z przypinkami serduszka i łapki – a pies od razu tarzał się w pożółkłej trawie, gonił wiewiórki, wskakiwał na kolana i kradł każdy kadr, podczas gdy oni śmiali się, podnosili go do góry i obejmowali całą trójką na tle złocistych polan, samotnych brzóz i widoków na Stożek, Czantorię, Baranią Górę i Pilsko. Szli powoli 2–3 km z lekkim przewyższeniem, zatrzymując się przy każdej ładniejszej kępie liści i polance – Ralf kładł mokry pysk na kolanach Janetty, gonił patyki, a oni siadali w trawie z psem między sobą, patrząc na siebie ponad rudym łbem, z welonem opadającym na ramiona i liśćmi we włosach, w gęstniejącym złotym świetle zachodzącego słońca. Jesienna sesja w górach z psem na Równicy stała się prawdziwą historią miłości we troje – nieustawianą, pełną sierści na ubraniach, mokrego nosa na policzku i spontanicznego szczęścia, gdzie Ralf nie pozował, tylko kochał, a zdjęcia oddają to, co najpiękniejsze: autentyczną radość, jesienne kolory i rodzinny spokój na beskidzkim grzbiecie.
Najlepsze zdjęcia z całej sesji ślubnej
Poniżej zamieszczam moje ulubione kadry z całej sesji ślubnej – te, które najmocniej zapadły mi w pamięć i najlepiej oddają prawdziwą magię tego dnia.
Sesja w skrócie
- Lokalizacja sesji – Równica, Ustroń
- Długość trasy do przejścia – 2-3 km
- Różnica wysokosći do pokonania – 120 m
- Liczba zdjęć zrobionych – 2674 zdjęć
- Liczba zdjęć finalnych – 224 zdjęć
- Pora roku, miesiąc – jesień, wrzesień
- Godzina rozpoczęcia – 15:45
- Czas trwania sesji – 2:50 godziny
- Pogoda – 19°C, bezchmurnie, słonecznie
- Kolorystyka – Jesienne brązy
- Dodatki / rekwizyty – Bukiet, welon, przypinki pod marynarkę
Dojazd do miejsca sesji
Z Ustronia (najlepiej z rejonu Ustroń Jaszowiec lub Ustroń Polana) jedź asfaltową drogą dojazdową w górę w kierunku Równicy / Gościńca na Równicy / Dworu Skibówki – skręć zgodnie z drogowskazami w stronę toru saneczkowego i parkingu pod dawnym schroniskiem (droga jest stroma, miejscami brukowana kocimi łbami, ale przejezdna dla zwykłych aut). Cała trasa samochodem zajmuje zazwyczaj 10–20 minut (ok. 5–6 km pod górę), a na górze czeka duży, bezpłatny parking tuż przy polanie z restauracjami, torem saneczkowym i punktem widokowym – stamtąd na sam szczyt Równicy (kilka minut) idziesz pieszo żółtym szlakiem.
Lokalizacja – współrzędne GPS
Parking na Równicy – Mapy Google – 49.71996780389197, 18.852883036515017
Miejsce docelowe – Mapy Google – 49.71959834827279, 18.866054863004372
Szczyt Równicy – Mapy Google – 49.72474347963401, 18.85650781063084
Wrzesień na Równicy
Wrzesień na Równicy postanowił być wyjątkowo hojny – 19 stopni, zero chmur, słońce już nie letnie, ale wciąż ciepłe, takie, które delikatnie głaszcze policzki, zamiast palić. Trawy na polanach zdążyły pożółknąć i przesuszyć się na końcach, liście brzoz i buków zaczęły się rumienić, a świerki dawały głęboki, ciemnozielony kontrast. Cała góra pachniała igliwiem, suszonymi jagodami i tą specyficzną, słodko-gorzką nutą jesieni, która sprawia, że chce się oddychać głębiej. Janeta i Viktor przyszli tu we dwoje… właściwie we troje. Ralf – mały, rudy, z uszami jak radar i ogonem, który nie przestawał merdać nawet przez sekundę – był od pierwszej minuty pełnoprawnym bohaterem tej jesiennej sesji zdjęciowej w górach. Janeta w welonie, który łapał każdy podmuch wiatru i tańczył jak biały dym, bukiet z wrzosów, traw i kilku pomarańczowych liści klonu. Viktor z przypinkami pod marynarkę – jedną z serduszkiem, drugą z małym psim łapkiem – szedł z ręką na ramieniu Janetty, a drugą trzymał smycz, choć smycz i tak była bardziej dekoracją niż koniecznością. Sesja w górach zaczęła się od polany tuż poniżej szczytu. Ralf od razu rzucił się w trawę, tarzał, gryzł patyki, wracał z mokrym pyskiem i kładł łeb na kolanach Janetty – a oni śmiali się tak, jakby byli sami na całej Równicy. Były momenty, kiedy Viktor podnosił psa do góry, a Janeta łapała go za łapy, jakby robili rodzinne selfie – tylko że zamiast telefonu był aparat, a zamiast filtra prawdziwe, zachodzące słońce. Szliśmy powoli w stronę lasu – 2–3 km, lekkie 120 m przewyższenia, ale nikt nie liczył kroków. Zatrzymywaliśmy się przy każdej ładniejszej kępie liści, przy każdej samotnej brzozie z żółtym płomieniem korony, przy każdej polance, z której otwierał się widok na góry – Stożek, Czantoria, Barania, a w oddali nawet fragment Pilska w złotej poświacie.
Jesienna sesja zdjęciowa w górach
Była ta jedna chwila, kiedy Janeta usiadła na pniu, welon opadł jej na ramiona, Ralf wskoczył na kolana, a Viktor stanął z tyłu i objął ich oboje – pies, kobieta, mężczyzna, jesienne liście i beskidzki horyzont w jednym kadrze. Były chwile, kiedy Ralf gonił wiewiórkę, a oni biegli za nim – sukienka, marynarka, welon, ogon – wszystko fruwało w zwolnionym tempie w złotym świetle. Były też te cichsze – kiedy Ralf zmęczył się i położył między nimi, a oni po prostu siedzieli w trawie, patrząc na siebie ponad rudym łbem. Jesienna sesja zdjęciowa w górach z psem ma w sobie coś, czego nie da się zaplanować ani powtórzyć. Ralf nie pozuje – on po prostu kocha. Kocha Janetę, kocha Viktora, kocha trawę, patyki, wiatr i to, że może być z nimi na szczycie. A oni kochają go na tyle mocno, że zabrali go na sesję poślubną, zamiast zostawić w domu z myślą „pies nie pasuje do zdjęć ślubnych”. Kiedy słońce zaczęło się chylić ku zachodowi, kolory zrobiły się jeszcze gęstsze – brązy, miedzie, złoto, głęboka zieleń świerków. Ralf w końcu usiadł spokojnie, Janeta położyła głowę na ramieniu Viktora, welon opadł na trawę jak biały sztandar, a oni patrzyli na panoramę Beskidów tak, jakby chcieli zapamiętać ten widok na zawsze. Miłosne zdjęcia powstały właśnie w takich chwilach – nieustawiane, nieidealne, z sierścią na ubraniach, z liśćmi we włosach, z mokrym psim nosem na policzku. I właśnie dlatego są prawdziwe. Jeśli marzy Wam się jesienna sesja zdjęciowa w górach – z prawdziwą jesienią, z prawdziwymi kolorami, z widokami, które zapierają dech, i z psem, który kradnie show, ale w najlepszy możliwy sposób – napiszcie. Równica czeka. Ralf pewnie też. Czekam na Was na złotej polanie


























































