017 slubna sesja zimowa w plenerze w saniach na Podhalu

Ślubna sesja zimowa w plenerze w saniach na Podhalu

W lutowy popołudnie w Cichym na Podhalu przy -4°C Klaudia i Rafał wsiedli do prawdziwych drewnianych sań ciągniętych przez gniadego Bruna – w wianku z suszonych traw i bukietem z szyszek oraz jarzębiny sunęli po śniegu w bladym, różowo-złotym świetle, zatrzymując się na widoki Giewontu, przy kapliczce i na polanach, gdzie naturalne uściski, śmiech ze śniegu sypiącego się z grzywy konia i mieszające się oddechy tworzyły najpiękniejsze kadry. Gdy około 17:00 słońce zaszło, a niebo zrobiło się granatowo-fioletowe, zapalili lampę naftową i duży papierowy lampion – sesja zimowa przeszła w baśniową noc z ciepłym pomarańczowym blaskiem kontrastującym z zimnym śniegiem, szronem na rzęsach jak diamentami, parą oddechów w świetle płomienia i długimi cieniami na ścieżce. Sesja ślubna w saniach z koniem, w mroźnej ciszy Podhala, z lampionem i lampą naftową stała się magicznym wspomnieniem – od popołudniowego ciepła słońca walczącego z zimą, po wieczorną intymną bajkę, w której para pozwoliła zimie opowiedzieć ich historię po swojemu, zostawiając zdjęcia pełne kontrastu, autentyczności i uczucia, że są jedynymi ludźmi na świecie.

Najlepsze zdjęcia z całej sesji ślubnej

Poniżej zamieszczam moje ulubione kadry z całej sesji ślubnej – te, które najmocniej zapadły mi w pamięć i najlepiej oddają prawdziwą magię tego dnia.

Sesja w skrócie

  • Lokalizacja sesji – Ciche, Podhale
  • Długość trasy do przejścia – 1-2 km
  • Różnica wysokosći do pokonania – 30 m
  • Liczba zdjęć zrobionych – 1532 zdjęć
  • Liczba zdjęć finalnych – 135 zdjęć
  • Pora roku, miesiąc – zima, luty
  • Godzina rozpoczęcia – 14:30
  • Czas trwania sesji – 2:00 godziny
  • Pogoda – -4°C, trochę chmur
  • Kolorystyka – Zimna biel + ciepło zachodzącego słońca
  • Dodatki / rekwizyty – Sanie, koń, wianek, bukiet, lampa i lampion

Dojazd do miejsca sesji

Z Krakowa kieruj się drogą krajową nr 7 (Zakopianką) w stronę Nowego Targu, następnie w Rabka-Zdrój skręć na drogę wojewódzką 958 przez Czarny Dunajec w kierunku Chochołowa, skąd po kilku kilometrach dojedziesz do miejscowości Ciche.

Lokalizacja – współrzędne GPS

StartMapy Google – 49.38027354672229, 19.86021552899701
FinałMapy Google – 49.37400820933804, 19.865968641762148

Popołudnie, kiedy słońce jeszcze walczy z mrozem

Luty w Cichym na Podhalu potrafi być bezlitosny – minus cztery, lekki wiatr, który szczypie w policzki, a powietrze tak czyste, że aż boli w płucach. Ale tego dnia o 14:30 słońce postanowiło dać nam szansę. Zza chmur wychodziło blade, ale ciepłe światło – takie, które maluje śnieg na różowo-złoto i sprawia, że wszystko wygląda jak pokryte cienką warstwą lukru. Klaudia i Rafał wsiedli do sań. Nie tych turystycznych, błyszczących i plastikowych – tylko prawdziwych, drewnianych, z kutym żelazem, pachnących smołą i sianem. Koń – spokojny gniady olbrzym o imieniu Bruno – stał cierpliwie, parując nozdrzami. Na głowie Klaudii wianek z suszonych traw, jagód i białych wstążek, w dłoni bukiet z szyszek, świerkowych gałązek i kilku czerwonych jarzębin. Rafał w grubym, wełnianym płaszczu, z kołnierzem postawionym pod brodę. Ruszyliśmy powoli – sanie sunęły po ubitej drodze, śnieg chrzęścił pod płozami, dzwonki na uprzęży grały cichą, nieregularną melodię. Zatrzymywaliśmy się co kilkadziesiąt metrów: na zakręcie z widokiem na Giewont w oddali, przy starej, omszałej kapliczce przydrożnej, na otwartej polanie, gdzie śnieg leżał równo jak biały dywan. Ślubna sesja w takim miejscu nie potrzebuje wymyślnych póz. Wystarczy, że Klaudia oparła głowę na ramieniu Rafała, a on objął ją ramieniem i przyciągnął bliżej – i już jest kadrowanie, które mówi więcej niż tysiąc słów. Były momenty, kiedy Bruno postanowił potrząsnąć grzywą i śnieg posypał się na nich jak brokat – wtedy śmiali się oboje, a ja klikałam jak oszalała. Były też te ciche – kiedy stali przy saniach, patrząc na zachodzące słońce, a ich oddechy mieszały się w jednym obłoku pary. Światło robiło się coraz cieplejsze, śnieg coraz bardziej różowy, a my wiedzieliśmy, że zaraz zacznie się druga, zupełnie inna część tej historii.

Wieczór, kiedy zima zamienia się w bajkę

Około 17:00 słońce schowało się za grzbietami, niebo zrobiło się granatowe z fioletem, a temperatura spadła jeszcze niżej. Wtedy wyciągnęliśmy lampę naftową i lampion – jeden duży, papierowy, z delikatnym, pomarańczowym blaskiem, drugi mniejszy, mosiężny, z prawdziwym płomieniem. Zapaliliśmy je obie. Bruno stał nieruchomo, jakby rozumiał, że teraz zaczyna się magia. Sesja zimowa w plenerze przeszła w coś, co bardziej przypominało sen niż sesję zdjęciową. Klaudia trzymała lampion w dłoni – światło odbijało się w jej oczach i w kryształkach szronu na wianku. Rafał niósł lampę naftową – cień ich dwojga padał długi na śnieg, a płomień tańczył między nimi. Sanie stały z boku, koń parował, a oni szli powoli ścieżką – raz obok siebie, raz ona siadała na saniach, on stał z tyłu i obejmował ją od tyłu, a lampion wisiał między nimi jak mała, ciepła planeta. Zdjęcia zimowe w nocy na Podhalu mają w sobie coś nie z tej ziemi: kontrast zimnego, niebieskiego śniegu z ciepłym pomarańczem płomieni, para oddechów unosząca się w świetle lampionu, drobinki szronu na rzęsach Klaudii, które wyglądają jak diamenty, moment, kiedy Bruno pochylił łeb i dotknął pyskiem dłoni Rafała – taki gest, który nikt nie mógłby ustawić. Były ujęcia szerokie – sanie, oni, las w tle, lampion unoszący się jak balonik nadziei. Były zbliżenia – dłonie splecione na uchwycie sań, obrączki połyskujące w świetle płomienia, spojrzenie Klaudii na Rafała, które mówiło „to wszystko jest prawdziwe”. Baśniowe zdjęcia nie powstają z przypadku. Powstają, kiedy para nie boi się mrozu, ciemności i ciszy. Kiedy zgadza się wejść do sań, zapalić lampę i pozwolić, żeby zima opowiedziała ich historię po swojemu. Jeśli marzy Wam się ślubna sesja albo sesja poślubna w środku prawdziwej, mroźnej zimy – w saniach, z koniem, z lampionem i z tym uczuciem, że jesteście jedynymi ludźmi na świecie – napiszcie. Nie musicie wiedzieć, jak to wszystko zorganizować. Wystarczy, że powiecie: „chcemy zimę, sanie i magię”. Czekam na Was, kiedy śnieg będzie chrzęścił pod płozami 

separator

Zobacz inne historie par z bloga ślubnego:

Przewijanie do góry